Przegrywać do przerwy wynikiem 1:4 i wygrać mecz. Nie lada sztuka. Przed 10 laty podobna udała się Deportivo La Coruna, które w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów uległo AC Milan na Stadio Giuseppe Meazza takim właśnie stosunkiem goli. Nie był to jednak koniec emocji, a nieustępliwi i atakujący do końca Hiszpanie porwali tłumy i wzbudzili sensację, bo jednak udało im się do półfinału awansować. Możecie przypomnieć sobie tę historię z "ery sprzed Ligi Piłkarskiej" w serwisie UEFA (http://www.uefa.com/uefachampionsleague/season=2003/matches/round=1714/index.html).
![]() |
| Zwycięzcy stoją. Przegrani siedzą. |
Uwidoczniła się przewaga Ośrodka, a różnica bramek i "spadek ciśnienia" u zawodników w czerwonych koszulkach sugerował, że losy spotkania są przesądzone. A jednak. Początek drugiej połowy nie zwiastował katastrofy i dopiero bramka na 2:4 dodała Piekarom skrzydeł, a one wyniosły zespół na jednobramkową przewagę. W tym meczu było wszystko czego od piłkarzy i widowiska należy oczekiwać. Nie możemy doczekać się rewanżu.
Do rywalizacji dołączyły Anioły. Początek nie najlepszy jeśli chodzi o zdobycz punktową, ale to kolejny zespół który ma naprawdę spory potencjał i może się pochwalić wysoką kulturą gry. Brakuje trochę zgrania i mądrzejszej gry w kluczowych momentach, szczególnie pod bramką rywala. Czasem warto strzelić zamiast podać i podać zamiast strzelać. Nawet jeśli kopyto ma "Szatan" nie do podpierania wyłącznie. A kopyto to On ma, tylko trochę musi popracować nad celnością. Można być pewnym, że trenerski duet z najwyższej półki pomoże drużynie wejść na jeszcze wyższy poziom.
Patrząc na formę i naprawdę wysoki poziom jesteśmy przekonani, że rywalizacja w rundzie rewanżowej będzie arcyciekawa.
